niedziela, 6 lutego 2011

Wczoraj, czy dziś, może jutro..

Ciąża, oaza cierpliwości, spokoju, pewnego stąpania po ziemi. Najpiękniejszy moment na poświęcenie swemu ciału i duszy więcej uwagi. Zaawansowanie i zgłębienie tej znajomości wynagradza zdrowiem i wspaniałym samopoczuciem.
Wydaje się, że 9 miesięcy mija jak pstryknięcie palcami, a z drugiej strony podróż samopoznania, poznania Matiego, jaką odbyłam, jaką odbyliśmy wzajemnie wydawała się trwać 3 lata. Krok po kroku rosnący brzuch, coraz silniejsze i rezolutniejsze w nim maleństwo. Zaufanie. Jasność i pewność. Nie wiem, czy nadal jestem w szoku poporodowym, czy wszelkie wydarzenia ostatniego roku i zwłaszcza ostatnich dni mnie oświeciły. Pozwoliły urosnąć kolejne kilka centymetrów. Czuję ogromną pokorę względem natury i wiem, że pokonałam wiele swoich lęków.
W listopadzie 2009 roku wyjechałam szukać odwagi i dziś czuję jak awansuję w tej podróży. Być może trwać będzie ona do końca życia, ale dziś już jestem wyswobodzona bardziej niż się spodziewałam.

Dni raz płyną, raz je przepycham. Momenty tej największej intymności z samą sobą. Takie smutne wydarzenia zakopują mnie w świecie niezwykłych głębin, raz czarnych, raz oświecających. To chyba właśnie momenty, kiedy robię krok naprzód, kiedy nie ma schematów. Obowiązkowo w ciągu dnia cisza, piękna muzyka, kolejne spojrzenia na wszystko co mam i kolejny raz wszystko ma inną formę i inne kolory. Znów szkoła doceniania prostoty.
Czekam na Matiego, chcę z nim śpiewać, chcę przytulić się i tańczyć w rytm deszczowej muzyki. Zostawiam za sobą kolejne ograniczenia. Otwieram się.

Znów przedmioty przestają mieć sens. Ciekawi nowe i nie boję się podejść. To karmi nadzieję. Leczy rany. Pozwala oddychać.

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza