Bardzo szybko minął tydzień w tym uroczym domu nad oceanem. Przyznam, że z oceanu skorzystaliśmy minimalnie, Mati około dwóch razy się wykąpał, ja ani razu. A plażę odwiedziliśmy jedną poza tą, którą mamy 100m od domu. Próbowaliśmy dotrzeć na plażę nudystów, ale pogoda również nie była pogodą wysoce plażową, więc próba zakończyła się dotarciem rowerami na plażę: Praia brava, gdzie pierwszy raz w życiu widzieliśmy czerwony piasek na plaży i nie zrobiliśmy mu żadnego zdjęcia. Ścieżka na plaże Olho de Boi była tuż, tuż i plan był wrócić (mimo obolałych kości od siodełka roweru) za dzień lub dwa. Dzień po zaczął się kaszel, a dziś byliśmy na izbie przyjęć w szpitalu, co by mnie ktoś osłuchał. Drogi oddechowe czyste, jestem "gripada" czyli przeziębiona. Więc i spać mi się chce na potęgę, co uskuteczniam bez wyrzutów sumienia. Mati przejął dziś kuchnię i pachnie mi właśnie duszonymi warzywami, jakie będziemy jeść na kolację. Nie takie głupie to przeziębienie:)Nie to żeby Mati nie gotował, ale ciąża wciąż stymuluje moje kubki smakowe i zazwyczaj zanim Mati coś zaproponuje, ja już mam ślinotok myśląc od 2h o czymś innym, a że przeziębienie mnie ciut ostudziło to mam pyszne jedzenie bez myślenia i gotowania.
Cały czas będąc tu w tym miejscu, zastanawiałam się dlaczego czuję się jak na wakacjach, skoro w Capao ani nie pracowałam, ani się nie przemęczałam. W końcu wczoraj do mnie dotarło! Tu jesteśmy sami, daleko od jakichkolwiek zobowiązań socjalno-sąsiedzkich! Może i nie męczyłam się w Capao, ale życie socjalne wrzało. Wciąż ktoś się pojawiał, coś proponował, albo wpadał na Krzysia na obiad, etc. Im bliżej końca naszego pobytu tym więcej ludzi znaliśmy i tym trwalsze relacje z ludźmi się nawiązywały i było jak w domu, a kto wakacje spędza w domu?? Więc ten luksusowy dom, gdzie nawet sprzątaczka przestała przychodzić (chyba po tym jak jej powiedzieliśmy, że raz weszła bez uprzedzenia, gdy prawie się całowaliśmy na kanapie w salonie, a poza tym często chodzimy na golasa po domu, tu ludzie z 4 dzieci żyją na 36m2 i bardzo daleko im do chodzenia po domu na golasa) informując, żebyśmy dzwonili jak tylko cokolwiek będziemy potrzebować, typu włączenie pralki, sprzątanie, etc. Pierwszy dzień dodam, były w domu 2 sprzątaczki, cały dzień z 2h przerwą na obiad, gdzie dom poprzedniego dnia, gdy przyjechaliśmy wydawał się błyszczeć...
I tak Cristina przestała przychodzić, czasem wpada ogrodnik lub robotnik z domu obok wytynkować mur. My się kompletnie zrelaksowaliśmy, aż z tego relaksu oboje się przeziębiliśmy. Czasem dobrze się trochę pospinać i trzymać w lekkim napięciu, hehe.
Jutro o naszej 14 wsiadamy do autobusu i jedziemy do Rio de Janeiro. Gdzie zostajemy do niedzieli u Bruny. Potem lecimy do Curityby, do mamy Gilhermo, naszego sąsiada z Capao. Myślę, że internet na pewno bedziemy mieli dostępny, choćby miał to być internet kafejkowy.
Poniżej link do nowego albumu picasy:
http://picasaweb.google.com/a.marianna/Brasil02#
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Buzios. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Buzios. Pokaż wszystkie posty
środa, 6 października 2010
sobota, 2 października 2010
Spacer nr 2

Pierwszy byl dwa dni temu plażą. Koncowka dosc drastyczna, bo plaza mimo zlocistego pylu miala naloty zielone i zapach ryb, alg i tego wszystkiego w wysokiej temperaturze utrwalonego lekko mnie przerosl. Wrocilismy ten kawalek wydmami, czyt: kretymi uliczkami pelnymi willi i zamknietych osiedli zwanych tu condominios.
Dzis sama zwiedzam czesc infrastruktury, szukam nazw ulic, sklepow, piekarni... Siedze własnie w jednej na kawie, przeczekujac poludniowa przerwe na obiad (12-13, czasem do 14). Piekarniocukiernia oferuje nawet bułki żytnie w cenie 5,50zł za sztukę. Luksus.
Carlos pisze, że Buzios jest pełne Argentyńczyków, mieszkających i wakacjujących. Potwierdzał ten fakt, do czasu wizyty w piekarni, wynajem domu Bruny przed naszym przyjazdem Argentyńczykowi. Znajdując wyroby mleczne w lodówce piekarni jednej z wiekszych firm argentyńskich nie mam co do tego żadnych wątpliwości. Krok po
kroku, choć jak tym razem dość nieświadomie, zbliżamy się do celu. San Marcos Sierras oddalone jest od miasta Cordoby o 150km.
Korzystając z internetu nadrabiamy zaległości w gromadzeniu informacji. Oglądaniu Waszych zdjęć, dzwonieniu ze skypa, etc. Ostatni trymestr ciąży z internetem pod ręką na pewno utrzymałby wysoki poziom energii, ale zobaczymy co zastaniemy na miejscu :)
Mnie motywuje i dodaje energii choćby obecność stabilnego stołu, co
w docelowym domu, na te przynajmniej pół roku po porodzie, będzie
priorytetem.
Poród... to będzie przeżycie. Mimo przemykających czasem przez moją wyobraźnię obaw towarzyszy mi silna wiara, że dam radę. Na razie, po obejrzeniu wczoraj filmu "Orgasmic birth", który polecam, przeraża mnie wielkość brzucha w 9 miesiącu. Ja już czasem czuję się jak mało zwrotna ciężarówka i ciąży mi ten arbuz, skóra się naciąga, a to dopiero początek...
Tęsknię za literaturą po polsku. Za nowelistyką, rozdzialik przed snem, podróż oczami wyobraźni. Jakby ktoś czytał ostatnio coś lekkiego i godnego polecenia to serdecznie proszę z paczką herbatki urosan lub lipa herbapolu w zestawie. Mamy adres mamy znajomego Matiego, można pisać listy, pocztówki i nadawać przesyłki. Aktualne Zwierciadło jak się zmieści w przedziale wagowym lub Rewia rozrywki to już w ogóle padnę ze szczęścia!
ADRES:
Wayna Kurchan (Agata)
C/El rincon S/N
San Marcos Sierras
5282 Córdoba
Argentina
Wybiła 13, podnoszę moje zgrabne 4 litery i rosnących 6 i idę po produkty spożywcze.
Przepisy bezmięsne i bezlaktozowe mile widziane, bo jakoś kończy mi się inspiracja, a potrzebuję ciągłej odmiany.
Calusy Buziosy i pozdrowienia.
piątek, 1 października 2010
Kolejny przystanek - BUZIOS
Pobyt w Belo Horizonte udany, bardzo sympatyczna wizyta u Andre w domu. Poznaliśmy rodziców, brata i jego dziewczynę w 4 miesiącu ciąży. Wizyta była miła i dla nas i dla całej rodziny. Brat Andre ma 23 lata, Lindy 22, są studentami i cała rodzina pomaga im i finansowo i wspiera, jednak nie zawsze jest łatwo. Czuć było, że są zmęczeni. Lindy pochodzi z RPA i nie mówi słowa po portugalsku, ani hiszpańsku, na szczęście rodzice znają angielski. Brat Artur studiuje ponad program i pracuje i jest wykończony, Lindy boi się porodu. Odnieśliśmy wrażenie, jakby nasz pobyt wniósł w życie tej rodziny trochę światła. Było to bardzo miłe odczucie. Przyjęli nas bardzo ciepło i choć mięliśmy dużo więcej atrakcji niż w Capao i kompletnie zaburzony wywrócony rytm dnia, był to udany tydzień.
Zwiedziliśmy odpowiednią i zupełnie wystarczającą liczbę atrakcji, tj: halę targową, Plac Wyzwolenia, Ouro Preto - zabytkowa exstolica, zespół galerii sztuki współczesnej - była posiadłość, pełna niezwykłych ogrodów i architektury. Pozostły czas spędziliśmy aktualizując się internetowo. Połowa programów zmieniła się dość drastycznie w przeciągu 4 miesięcy!!! Najedliśmy się sera, mięsa i wędlin.
Teraz, jesteśmy w Buzios, 180km na wschód od Rio de Janeiro, uroczy półwysep nad oceanem Atlantyckim. Wspaniale wrócić nad morze. Wilgotność i temperatura mocno rozleniwia, ale i relaksuje. Jesteśmy sami w dużej willi rodzinnej koleżanki Matiego, która przyjedzie prawdopodobnie jutro, w sobotę. Bruna zajmuje się kajakami i może popływamy trochę na kajakach, których zapach wdychamy już trzecią noc, bo składowane są tuż przy oknie naszego pokoju. Kompletnie odmienna gama zapachowa, w wyższej wilgotności mocniej odczuwalna. Chodzę i wącham bez ustanku..
Zostaniemy tu jeszcze najdłużej tydzień i potem kierunek Curitiba, prawdopodobnie lot z Rio, więc mam nadzieję, że Mati zobaczy to urocze, ogromne miasto.
Zwiedziliśmy odpowiednią i zupełnie wystarczającą liczbę atrakcji, tj: halę targową, Plac Wyzwolenia, Ouro Preto - zabytkowa exstolica, zespół galerii sztuki współczesnej - była posiadłość, pełna niezwykłych ogrodów i architektury. Pozostły czas spędziliśmy aktualizując się internetowo. Połowa programów zmieniła się dość drastycznie w przeciągu 4 miesięcy!!! Najedliśmy się sera, mięsa i wędlin.
Teraz, jesteśmy w Buzios, 180km na wschód od Rio de Janeiro, uroczy półwysep nad oceanem Atlantyckim. Wspaniale wrócić nad morze. Wilgotność i temperatura mocno rozleniwia, ale i relaksuje. Jesteśmy sami w dużej willi rodzinnej koleżanki Matiego, która przyjedzie prawdopodobnie jutro, w sobotę. Bruna zajmuje się kajakami i może popływamy trochę na kajakach, których zapach wdychamy już trzecią noc, bo składowane są tuż przy oknie naszego pokoju. Kompletnie odmienna gama zapachowa, w wyższej wilgotności mocniej odczuwalna. Chodzę i wącham bez ustanku..
Zostaniemy tu jeszcze najdłużej tydzień i potem kierunek Curitiba, prawdopodobnie lot z Rio, więc mam nadzieję, że Mati zobaczy to urocze, ogromne miasto.
Subskrybuj:
Posty (Atom)