sobota, 24 marca 2012

Początek francuskiej przygody.

Dotarliśmy do Francji całkiem sprawnie. Dwa dni z noclegiem na promie minęły bardzo szybko. Spaliśmy w superkomfortowych warunkach, na dziobie, w dziale kabin pasażerskich piękna przestrzeń, nikt nie chodził nam koło głowy, światło nie raziło. Karimatka i śpiwór wystarczyły, nie było zimno. Dotarliśmy do Huelvy w Hiszpanii o 20:30 i przejechaliśmy 130km do serca hodowców prosiaków na szynki iberyjskie. Świniaczki jedzą tylko żołędzie. Spaliśmy między pastwiskami, przy małej kapliczce, gdzie o 2 w nocy, jak na piątkową przystało zajechał samochód, powoli. Po czym orientując się, że mamy zagraniczną rejestrację mieliśmy tanią listę przebojów dyskotekowych i okrzyki. Ja cała zestresowana, Mati wyszedł z namiotu pogadać, okazało się, że to chłopak z dziewczyną, chyba imponujący jej swoim nowym samochodem. Ja zrozumiałam, że było kilku chłopaków i jedna dziewczyna i miałam później w półśnie dość nieprzyjemne wizje. Ogólnie rzecz biorąc od tej pory zamiast się wyspać, chyba bardziej się zmęczyłam.
Następnego dnia auto prowadził Mati. Dojechaliśmy do Valladolid, gdzie mieliśmy zaplanowany nocleg za dnia. Rozpakowanie samochodu, prysznic, kolacja i spać. Niedzielę odpoczywaliśmy zwiedzając miasto. Bardzo sympatyczne z odrobiną zabytków. I w poniedziałek rano wyjazd już do Francji.
Dotarliśmy do Nicolasa i Mag ok 17. Pierwsze noce w ich domu z ziemi kompletnie niewyspane. Za ciepło i sucho. Wyspy Kanaryjskie są zdecydowanie bardziej wilgotne! Po czterech dniach mineły wiosenne upały i z chłodem i otwartym oknem zaczęłam odzyskiwać sen.
Mati załatwiał wszystkie papierkowe sprawy, w między czasie, badź przy okazji bywaliśmy w sąsiednich miejscowościach, takich jak Aguillon, Clairac, Port Sta Marie i za każdym razem nie mogę uwierzyć, że w jednym miasteczku może byc tyle pięknych budynków i uroczych domków.
















































Jednak mimo tak bogatej historii architektonicznej wyrastają wszędzie, jak grzyby po deszczu, koszmarne domy jednorodzinne, a la amerykańskie. Na szczęście bez sajdingu, ale kompletnie bezduszne.

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza