wtorek, 12 kwietnia 2011

Pakowanie domu, pożegnania, etc.

Bardzo szybko zbliża się data wyjazdu, a wraz z nią zamiast ubywać rośnie liczba rzeczy, które chcemy zrobić. Przede wszystkim kolejne wyzwanie - wyjazd bez sporów, czyli kompromis między stresem Matiego i chęcią spakowania wszystkiego w jeden dzień i czekania na dzień wyjazdu na walizkach i moim zostawianiem wszystkiego na ostatnią chwilę. Więc robimy listy, dzielimy się obowiązkami, etc. I jest dużo lepiej.

Moje kumpelki warsztatów dziewiarskich.
Szyjemy lalki i robimy na drutach.
Równolegle robię na drutach skarpety wełniane, obmyślam ponczo, bo mam od 5 miesięcy wełnę, o której trudno było myśleć w 35stopniowych upałach. Mati korzysta z gitary na zapas, w związku z czym powstała pierwsza piosenka po hiszpańsku. Gromadzimy kontakty w Boliwii i Peru. Nie wiadomo jednak kiedy dokłądnie wyjedziemy i gdzie zatrzymamy się po drodze w Argentynie. Prawdopodobnie starczy nam czasu tylko na 1 postój i pewnie padnie na Jujuy. A w głowie siedzę już na plaży nad Pacyfikiem w Peru :D
Kotek czarny przeprowadza się do Lucii, a mama kotka w ręce właścicielki i być może do Buenos Aires, gdzie jest na szczęście ogródek.
Azilis puszcza Izie bańki mydlane.

Przyjechała do nas w odwiedziny Azilis, którą poznaliśmy w Capao. Francuzka, która też zmierza do Boliwii. Bardzo miła wizyta. Dużo wspólnych przemyśleń i refleksji.

Cande, Mati, który tylko wygląda jak zwariowany wilkołak i Isa.
Wczoraj były na podwieczorku Ana i Toti, bo w środę wyjeżdżają na półtora miesiąca do Brazylii, więc biliśmy rekordy uścisków.

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza