Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Curitiba. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Curitiba. Pokaż wszystkie posty

środa, 20 października 2010

Curitibiańskie ciekawostki - transport publiczny


W Curitibie, jak wspominałam różne rzeczy są całkiem fajnie zorganizowane. Jedną z nich jest transport publiczny. Jest kilka linii cyrkularnych o różnych średnicach i wielkościach autobusów. Tylko najmniejsze mają zwykłe przystanki, pozostałe obsługiwane są przez tuby. Niektóre autobusy mają drzwi z prawej strony i jeżdżą po pasach wyłącznie dla autobusów, gdzie nie mają prawa wstępu taksówki lub samochody poza godzinami szczytu, trochę jak linia tramwajowa. Inne, jak linia jadąca na lotnisko mają drzwi z lewej strony. Tuby czasem są połączone ze sobą, 2 równolegle, 3 w trójkąt i wewnątrz tychże tub jest wspólny przystanek a la metro i nie płaci się za przesiadkę.
Autobusy są czerwone, zielone, szare i białe, taksówki pomarańczowe. Piękne podstawowe, w sam raz nasycone kolory.

Curitibiańskie ciekawostki - oddychająca fontanna!



Żywa fontanna:)Myślę, że nie był to zamierzony efekt, bo symetryczna fontanna do tej była kompletnie regularną fontanną, nudnie tryskającą ku górze.

środa, 13 października 2010

Drugi dzień w Curitibie

12 października, dzień wolny od pracy, święto katolickie. Całe popołudnie spędziliśmy na świeżym powietrzu. Przyjemnie czuć spierzchnięte usta i wypieki po wejściu do ciepłego pomieszczenia. Na słońcu ciepło, ale w swetrze nie za gorąco.
Sylvia i jej narzeczony Jacobe zabrali nas na zwiedzanie. Samochodem pojechaliśmy do ogrodu botanicznego. Przyjemny spacer i wyrywająca z poobiedniej senności wizyta w ogrodzie zmysłów. Ogród ten polega na zwiedzaniu roślin z zasłoniętymi oczyma. Krętą ścieżką prowadzi balustrada, która przy każdej wypukłości ma donicę z innym gatunkiem roślin. Polecam takie zapoznanie z roślinami choćby w domu. Wspaniale relaksuje.


Park ma część niedostępną aktualnie dla zwiedzających, gdzie żyją małe dzikie zwierzęta oraz staw nad którym spacerowaliśmy kładką i który pełen jest ryb, żółwi i kaczek.


Po parku krótka wizyta w mieszkaniu Jacobe, gdzie z 19 piętra studiowaliśmy panoramę Curitiby i ogrodu botanicznego, leżącego niemal u naszych stóp.


Samochód i w 10 minut byliśmy już pod muzeum Niemeyera, i tuz obok uroczego parku Jana Pawła II dedykowanego polskiej emigracji. W parku jest kilka domów z bali. Jeden z nich to kapliczka, drugi Sklepik z rękodziełem, syropem malinowym i wyborową. Tuż za płotem i mostkiem nad kanałem ku mej uciesze córka polskich emigrantów Nadia i jak się okazało koleżanka Sylvii prowadzi Kawiarnię Krakowiak. Zaprosiłam zatem wszystkich na podwieczorek. Zamówiliśmy jedno danie dnia, w którego skład wchodził barszcz, 2 pierogi ruskie i gołąbki, potem zagryźliśmy kremówką i jabłecznikiem, a do domu przyjechaliśmy z makowcem, który odkryłam w cieniu pod ladą płacąc. Była to bardzo miła wizyta. Kremówki są takie smaczne!



Po kremówkach już o zmierzchu powrót do samochodu i do syna Jacobe z wizytą u wnusi, bo poza świętem katolickim dzisiejszy dzień to również dzień dziecka. Więc znów kawka, kanapki i krótkie 2h wizyty. Wszędzie czujemy się jakbyśmy byli częścią rodziny.
Dotarliśmy do domu, gdzie grzeję stopy pod śpiworkiem, kopiuję zdjęcia na komputer i odpoczywam, choć wcale nie jestem zmęczona, ale spać będę jak zabita po takiej dozie rześkiego powietrza.

Te dwa parki, które odwiedziliśmy to zaledwie część parków tematycznych Curitiby. Pozostałe to park niemiecki, włoski, ukraiński, Zaninelli, Tangua i Barigui. Wszystkie powstały po odzyskaniu terenów poprzemysłowych, a ogród botaniczny zbudowano na śmietnisku. Parki leżą na obrzeżach centrum i łączą je ścieżki rowerowe. Dużo prostych i bardzo praktycznych pomysłów zrealizowano w tym mieście i chwała im za to.

poniedziałek, 11 października 2010

Curitiba

Dotarlismy wczoraj do Curitiby i juz z samolotu wszystko wygladalo jakos bardziej znajomo. Odczucia z 15 minutowego spaceru do domu mamy Guilhermo ewidentnie europejskie!! Twarze, przestrzen publiczna, mala architektura, spokoj... Dzis spacerowalismy duzo wiecej i jeszcze bardziej utwierdzilismy sie w odbiorze tego miasta.
Sylvia mieszka w centrum, przy rua dos 24h (Tato, zebys nie musial pytac:D)wiec wszedzie na piechote blisko. Niesamowicie dobrze zorganizowane to miasto. Ze wzgledu na duza liczbe polskiej emigracji pierogi moge kupic na placu tuz kolo domu. Niezle...
Temperatura te dodaje klimatu europejskiego, jest podobnie jak we Frankfurcie 23 maja przed wylotem do Brazylii. 14-20 stopni zalezy czy cien czy slonce, warto ubierac sie na cebulke, zwlaszcza bedac zmarzlakiem nielubiacym zmian temperatury, jak ja.
Wymowa i akcent portugalskiego zmienily sie znacznie. Mame na szczescie rozumiemy calkiem dobrze, a ze sporo mowi, to mamy niezly trening na koniec pobytu w Brazylii.
4 dni temu nastapila kolejna ekspansja terytorialna BRZUCHA. Przyzwyczajam sie do nowego ciezaru i potrzebnej do manewrowania przestrzeni. Ide na podboj ciucholandow, bo jakikolwiek nacisk na brzuch, chocby koszulki bawelnianej mnie denerwuje i jakos utrudnia oddychanie. A warunki mam do buszowania po ciucholandach fantastyczne, cala jedna ulica jest ich pelna.
Jutro zrobimy chyba tur turisticbusem, wyglada na fajna atrakcje, mozna wysiadac i za 30min zlapac kolejny!