czwartek, 8 listopada 2012

Pierwszy przymrozek




     Mieszkamy w malutkiej miejscowości, w Polsce powiedziałabym raczej, że to wioska, ale tutejsze wyniosłe zamki powodują, że mniej krępująco brzmi małe miasteczko, mała miejscowość – un petit village. Mieścinka ta leży 13km od najbliższego miasta, w pagórkowato-doliniastym krajobrazie.
Mieszkając we Francji na wsi głównym środkiem transportu jest niestety samochód, bez niego, ani rusz.. I tak nasz dzielny, 17-sto letni Peugeot 106, noszący dumnie imię swojego pierwszego właściciela – Jean-Marcel umożliwia nam organizację. Ponieważ mamy różne grafiki, z czego Mati od poniedziałku do piątku jest poza domem, to gdy potrzebuję się również gdzieś w ciągu dnia przemieścić, muszę rano Matiego odwieźć na pociąg, na praktykę lub do miejsca spotkania, skąd zabiera się ze znajomymi.
     Dzięki tym zawiłym operacjom miałam wczoraj okazję wyjść z domu o godzinie 7:35, co na co dzień mi się nie zdarza. Szyby samochodu zostały z grubsza potraktowane klockiem drewna (kto na południu Francji ma skrobaczkę do szyb??!!). Ja zaproponowałam, być może Matiemu nieznaną metodę, odpalenia silnika i dmuchawy. I tak przygarbieni by cokolwiek widzieć przez malutkie okienko ruszyliśmy bladym świtem. 20 min drogi w jedną stronę dało słońcu czas wspiąć się nieco wyżej i wracając miałam tak piękne widoki, że dech zapierały. Mgła przy ziemi i w dolinkach. Gdy wspinałam się na pagórek piękne poranne promienie muskały tę mgłę w sposób nad wyraz malowniczy.
    Kolejnym zadaniem była wyprawa do naszego sąsiedniego miasta na rynek, gdzie zarejestrowałam ok. 9:30 temperaturę +2 i wracając chmury z mgły. Ziemia oddająca ciepło skraplające się i tworzące tę mgiełkę masowo wokół, w tym największym terenie rolniczym Francji.





Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza